Wieczory

Relacja z soboty przy czterech stołach: kto został mistrzem

W ostatnią sobotę przy czterech stołach usiadło trzydzieści sześć osób. O finale mówiło się jeszcze w niedzielę nad kapuśniakiem, a nagroda była jedna: kredowy wpis.

Relacja

Trzydzieści sześć krzeseł i jedna tablica

Listę zamknęliśmy o 16:45, z kompletem graczy i trójką rezerwowych czekających na cud. Atmosfera była spokojna; dealerzy rozstawili tabliczki z numerami, a Tadeusz Piotrowski obszedł salę i upewnił się, że nowi znają kolejność licytacji. Pierwszy poziom ruszył punktualnie o siedemnastej.

Przez dwie pierwsze godziny nic nie zapowiadało niespodzianki. Ludzie odpadali, stoły się zamykały, a na dole wydawano herbatę i szarlotkę. Przy ostatniej przerwie zostało dziewięć osób. Tadeusz ogłosił finał i połowa restauracji weszła po schodach z kubkami w rękach.

Nikt przez cały wieczór nie wspomniał o pieniądzach, co zawsze mnie cieszy. Rozmawiano o kapuśniaku, o poziomie wody w Sanie i o tym, czy fuczki zostaną w karcie. Gra była okazją do spotkania, a nie powodem, żeby coś stawiać na szali.

Dziewięć osób przy stole finałowym w sali pokerowej pod jedną lampą

Jak wyglądał finał

Kto usiadł do finału

Przy jednym stole spotkali się dwaj nauczyciele, stolarz z sąsiedniej ulicy, pielęgniarka po nocnym dyżurze, student, dwie siostry z okolicy i kilku stałych bywalców. Każdy ruch dealer opisywał głośno, więc publiczność na schodach nadążała za rozdaniami.

Zwrot akcji

Przez długi czas prowadził stolarz. W ostatnich dwudziestu minutach pielęgniarka w trzech kolejnych rozdaniach miała najlepszy układ i przejęła wszystkie żetony ze stołu. Gdy ostatni krążek zmienił ręce, sala wstała, a stolarz pierwszy uścisnął jej dłoń, mówiąc, że z takim przeciwnikiem przegrywa się z przyjemnością.

Wpis i pucharek

Zwyciężczynię zapisano kredą na tablicy w sali jako mistrzynię soboty. Pucharek wrócił do gabloty przy schodach, a stół na kolejny turniej wyznaczy jej, jak wszystkim, los. Poza tym nic jej nie wręczono, bo w tym domu nic więcej się nie wręcza, i nikt nie wyglądał na zawiedzionego.

Kibice na schodach

Ostatnie dwie osoby, które odpadły z końca listy, zeszły na dół, zamówiły szarlotkę i kibicowały przez poręcz schodów, trochę zawstydzone własną porażką, a trochę dumne, że przetrwały tak długo. Z dołu dochodził stukot talerzy, z góry szelest kart, i nie przeszkadzało to nikomu.

Po wszystkim

Gdy sala opustoszała, dealerzy ułożyli żetony w pudełkach, a ja znalazłem pod stołem samotną damę kier. Wisi teraz w ramce przy szatni i przypomina, że stół potrafi zaskoczyć nawet tych, którzy znają go od dawna. Student zapytał jeszcze, czy może przyjść w środę, bo chce zrozumieć Omahę.

Z sobotniego finału

Goście przy stole pokerowym w trakcie sobotniego turnieju